W 2013 roku, to było na wakacjach, namówiłam mamę, aby wzięła rudego małego kotka. Mama się zgodziła, ze względu na to, że jej wnuczka moja córka, od zawsze pragnęła mieć rudego. No i tak... przyniosłam małą rudą kulkę, gdy miał 8 tygodni.
Jak już wcześniej pisałam (w pierwszym poście) moja mama nigdy nie przepadała za kotami. Bardziej psy. Zawsze w domu były z nami psy-boksery. Koty to było coś, co nie miało prawa bytu w domu. Do czasu, aż pojawił się Filemon.
Miał być kotem na kolanka - tym czasem od samego początku Filemonek pokazywał swoje rude diabelskie różki. Od początku wykazywał cechy przywódcze i chciał dominować - zwłaszcza nad psem.
Już jako mała słodka kulka postawił się do buldoga, który to dominował nad wszystkimi zwierzętami w domu. Do chwili pojawienia się w domu Rudego buldog ma się na baczności :)
Byłą nawet taka sytuacja, że Rudy strzegł tarasu i nie pozwolił buldogowi choć na chwilę wejść na niego. Położył się na środku i czekał, aż Jasiek postawi na tarasie swoją buldogową łapę, w ten czas Rudy ruszał do akcji.
W okolicy Rudy znany jest jako kotopies :) gdyż wybiera się z nami na piesze wycieczki i spaceruje niczym pies przy nodze :D przy okazji atakując każdego psa napotkanego na drodze i wkurzając wszystkie te za bramami swoich domów.
Rudziaszek to kot, który nie boi się niczego. Wszędzie wejść musi - wszystko musi sprawdzić. Zwłaszcza co kto kupił.
Uwielbia wszelakie siatki, reklamówki, torby, walizki - zwłaszcza te najbardziej szeleszczące. Jak zapada niezręczna cisza w domu to wiadomo, że Rudy coś kombinuje.
Albo śpi. No, kot spać też musi.
Uwielbiam tą rudą kilkę,choć czasem bywa denerwujący swoim takim specyficznym nachalstwem. Zwłaszcza gdy wchodzi do garnków lub siada na desce do krojenia podczas gdy robisz obiad.Ale potrafi być też słodkim w niczym nie przeszkadzającym kotkiem.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz